Ekspert: to często dorośli sytuują w sieci dane swych dzieci  Lifestyle

"To często dorośli sytuują w sieci dane swoich dzieci"

Dorośli często nie sądzą na temat, co umieszczają po sieci. Rodzice publikują w serwisach społecznościowych zdjęcia własnych dzieci, nie z uwagi na tego, że gdyby były na temat kilka lat starsze, mogłyby zaprotestować - mówi Kamil Śliwowski z Fundacji Panoptykon.

Jak dodał, bardzo często dane dzieci zjawiają się w internecie, bowiem udostępniane są za wsparciem aplikacji, które dorośli instalują dziecku na telefonie bądź innych urządzeniach.

Potężne zagrożenie na rzecz internetu. "To jakby przed wejściem na stadion sprawić sztuczny tłok"

Atrakcyjne dane

Wskazał, że to nie jedyna droga, którą dane o dzieciach trafiają do internetu. - Coraz ogromniejsza jest liczba różnego typu aplikacji edukacyjnych czy systemów edukacyjnych, które po pierwsze wymagają podania przy rejestracji danych osobowych, a po drugie analizują nasze korzystanie z tych aplikacji - powiedział ekspert.

Zbierane informacje często dotyczą tego, jakim sposobem, kiedy, jak długo jak i również gdzie używana była zastosowanie.

- Z ludzi danych możemy wywnioskować, co się dziecku podoba, jednak także – to w sam raz jest pozytywny aspekt – wyłapać ewentualne zaburzenia powiązane np. z uczeniem się i lepiej dostosować towary edukacyjne. Trzeba jednak wiedzieć, że takie informacje istnieją bardzo interesujące dla spółek marketingowych, bo budują kierunek dziecka - dodał Śliwowski.

Cyberataki

Jego w mniemaniu za kilkanaście lat taka cyfrowa historia dziecka zostanie pełna i znajdą się tam wszystkie informacje tyczące wad, zalet, problemów w nauczaniu, problemów w szkole czy problemów wychowawczych dzieci.

- Dane oświatowe mogą pokazywać bardzo pewne rzeczy, na których zostanie zależało pracodawcom, 'marketerom', informacje, które mogą budować łatwiejsze przekonywanie do danego towaru, mogą budować profil, według którym będą oceniani za pośrednictwem przyszłych pracodawców, czy się nadają do danej robocie czy nie - podkreślił Śliwowski.

Jak zaznaczył, w tej sytuacji nadrzędne są kompetencje dorosłych. a mianowicie Takich zagrożeń można uniknąć, ale dorośli czy szkoła muszą mieć większą przytomność, jakie dane udostępniają i z jakich aplikacji a mianowicie podkreślił Śliwowski.

Fałszywe reklamy atakują witryny dla dorosłych. Jest pozostały przypadek

Przypomniał, że przedsiębiorstwo Symantec, które regularnie publikuje badania zagrożeń w sieci, w swoim ostatnim raporcie wskazuje branżę edukacyjną w charakterze trzecią najbardziej podatną na cyberataki i na wyciek danych. - Jednocześnie najżwawiej rosnącą, jeśli chodzi o atrakcyjność danych, które chce się wykradać - dodał.

Coraz niższy wiek

Kolejny problem dotyczy przekazów reklamowych. - Dzieci raz za razem więcej korzystają z oryginalnych technologii, ale nie uczymy ich, jak rozpoznawać przekazy reklamowe, które nie istnieją oznakowane jako tekst sponsorowany, które mogą być tworzone jako komentarz na forum internetowym albo prezentowane przez aplikacje jako element gry - podkreślił.

Śliwowski wskazała również, że wiele szkół podstawowych ma na Facebooku swoje strony, które a mianowicie jak ocenił - upraszczają funkcjonowanie szkoły, ale "szkoły zapominają, że ten serwis rezerwuje sobie prawo do umieszczanych tam informacji lub zdjęć".

- Z drugiej strony widzimy, jak obniża się wiek, w którym najmłodszych zakładają konta w serwisach społecznościowych. Facebook wymaga zakończenia 13 lat, aby wolno było założyć konto, zaś przecież w wiele szkół podstawowych w Polsce ma w tym serwisie swoje strony, które 'lajkują' uczniowie tych szkół, którzy w pewno nie skończyli trzynaście lat - podkreślił.