Co się dzieje z profilem użytkownika social media po jego śmierci?

Czy zmarły być może publikować posty - sen wieczny w czasach Facebooka

Na Facebooku miesięcznie aktywnych jest ponad 2 miliardy internautów, na Twitterze – 328 milionów. Wielu z nich przez lata kreuje osobisty wizerunek on-line z rozumują o karierze zawodowej, inni ludzie swoją obecność tłumaczą koniecznością podtrzymania kontaktów z mieszkającą daleko rodziną czy znajomymi. Co dzieje się, gdy ktoś, kto regularnie korzystał z mediów społecznościowych, zabierał udział w dyskusjach i publikował post, umiera?

Może zniknąć z Facebooka czy Twittera, ale może też o sobie stale przypominać.

Śmierć klienta a konto na Facebooku

Weźmy pod lupę pierwszą alternatywę. Twitter i Facebook umożliwiają zlikwidowanie konta zmarłego – mogą to zrobić osoby uprzednio do tego upoważnione bądź zweryfikowani członkowie rodziny. Należy wypełnić i przesłać szczególny formularz, a następnie otrzymujemy odpowiednie instrukcje. Twitter wymaga dostarczenia informacji o zmarłym, kopii dowodu osobistego jednostki go reprezentującej oraz kopii aktu zgonu. Jak tłumaczy firma - to odmiana zabezpieczenia przed nieautoryzowaną próbą zlikwidowania czyjegoś profilu. Zapewnia przy tym, że dane, które dostaje, traktuje jako poufne i zostają ów kredyty usunięte zaraz po rozpoznaniu. Twitter umożliwia też usunięcie na prośbę rodziny fotek lub wideo osoby zmarłej i automatycznie usuwa nieaktywne konta po upływie 6 miesięcy od ostatniej działalności.

Facebook sam kont nie usuwa. Robi wówczas, gdy dostanie takie zgłoszenie, daje też możliwość pozostawienia go i opatrzenia statusem "In memoriam". Takie konto staje się wtedy pomieszczeniem, w którym znajomi i rodzina mogą dzielić się ze sobą wspomnieniami o zmarłej osobie. Fotografie czy posty udostępnione za pośrednictwem nią pozostają wtedy w Facebooku i są wciąż widoczne dla odbiorców, jakim zostały udostępnione.

Zarządzanie kontem po śmierci

Usunięcie konta lub nadanie mu świeżego znaczenia to jedna spośród opcji. Inną jest… administrowanie kontem zza grobu. Taką usługę oferuje brytyjska firma, nazywa się ona DeadSocial. Jak działa? Konto jednostki, której nie ma obecnie wśród nas, wysyła stale napisane wcześniej przez tą kobietą wiadomości. Nad tym przebiegiem czuwa "wykonawca społecznościowego testamentu".

Jeszcze za istnienia osoba, która nie pragnie, by po jej zgonu jej konta na Facebooku czy Twitterze zamilkły, tworzy profil na stronie DeadSocial, który przypomina ten facebookowy. Kolejny krok to zapisanie wiadomości, które będą się wyświetlać po śmierci. Mają możliwość to być np. życzenia urodzinowe dla najbliższych lub… zachęta do systematycznego testowania się.

"Czas na napisanie pierwszej wiadomości. Rekomendujemy, żebyś poinformował swoich bliskich i rodzinę o swej śmierci. Warto wytłumaczyć im, że posty, które zobaczą, zostały napisane przez cię i są formą twojego społecznościowego testamentu" – tłumaczy narrator w wideo instruktażowym, opublikowanym na stronie DeadSocial.

Firma zachęca również, by stworzyć ów wola i napisać jasno, jakie możliwości ma się stać z kontami społecznościowym po śmierci – czy mają pozostać usunięte czy wręcz odwrotnie – mają być aktywne.

- To nieskalana arytmetyka - mówi Ryszard Wieczorek, medioznawca, specjalista od social mediów, wykładający dzięki Uniwersytecie SWPS. - W 2098 roku liczba ludzi zmarłych i żywych w Facebooku wyrówna się. Co dziennie umiera 8000 użytkowników tego serwisu. Rośnie dlatego liczba osób, które istnieją zainteresowane tym, by na ich śmierci dało się załatwić konto. Sposób utrzymania konta bankowego "In memoriam" jest na temat wiele lepszy, nie wszelcy znajomi są przecież znajomymi znajomymi i mogą poniekąd nie mieć świadomości, iż dana osoba nie dojrzewa - uważa Wieczorek.

Dr Jan Zając, prezes Sotrendera i adiunkt w Wydziale Psychologii UW zwraca uwagę, że aktywność po serwisach społecznościowych jest gwoli wielu ludzi jedną wraz z codziennych aktywności, a zarazem jednym ze sposobów modelowania wizerunku.

- Wydaje się być bardzo ważną wizytówką. Ludzie od zawsze obawiali się tego, co będzie się z nimi działo na śmierci i starali się jakoś ten lęk poskramiać i dbać o wówczas, by nawet po zgonu coś po nich jest. Na przykład okazały nagrobek, sfinansowana przez nich sala wykładowa czy teatr lub nagroda ich imienia - mówi dr Zając.

I dodaje:

Zostawianie po sobie śladu w serwisach społecznościowych wydaje się zapewne przedłużeniem tego typu pragnień - znacznie bardziej dostępnym i tańszym sposobem na rzecz przeciętnych użytkowników niż finansowanie sali koncertowej.

Nasze zachowania związane ze śmiercią czy upamiętnieniem zmarłych istnieją bardzo mocno uwarunkowane kulturowo i obwarowane normami. Strony społecznościowe to nowy rejon, gdzie te normy jeszcze nie powstały, co więcej jeżeli powstają, mogą zostać prędko zweryfikowane.

Rozwój inżynierii sprawia, że pojawia się coraz więcej pomysłów na to, jak wydłużyć nasze życie, choćby wirtualne. Japońska firma Ryoshin Sekizai stworzyła np. aplikację w oparciu na temat technologię rozszerzonej rzeczywistości, która pozwala zobaczyć zmarłych w wybranym cmentarzu lub przy innym dowolnym miejscu – użytkownik sam decyduje o tym, gdzie umieścić katalogów awatary. Można dołączyć do odwiedzenia nich też wiadomość tekstową.

Twórca japońskiej spółki deklaruje, że do wytworzenia takiej usługi zmotywowała jego śmierć bliskiego wujka.

W kilku punktach:

• Co roku umiera parę tysięcy ludzi, którzy mają konto na Facebooku

• Serwisy społecznościowe dają sposobność osobom upoważnionym zaopiekowania się kontem zmarłego

• Firma DeadSocial idzie krok dalej - pozwala zarządzać kontem tak, by artykuły zmarłego nadal pojawiały się w newsfeedzie znajomych