Danina solidarnościowa dla niepełnosprawnych

"Danina solidarnościowa" powinna stanowić solidarna, albo nie miało być jej wcale

Pomysł, by bogaci składali się na pomoc niepełnosprawnym, budzi kontrowersje nawet pośród osób zainteresowanych taką wsparciem. W innych krajach Unii Europejskiej daniny solidarnościowe wychodzą, ale są one rzeczywiście… solidarne. Innymi słowy: podatek płaci niemal każdy obywatel, a nie wyłącznie wybierana grupa społeczna. Zupełnie inny jest też cel tej daniny. Za dwa tygodnie poznamy szczegóły polskiego rozwikłania.

Gwoli przypomnienia: w prośbę premiera razem wraz z Ministerstwem Rodziny, Pracy jak i również Polityki Społecznej resort zasobów rozpoczął pracę nad koncepcją "daniny solidarnościowej". Wpływy z niej mają zasilać wyjątkowy fundusz pomocy dorosłym jednostkom niepełnosprawnym. W tej momencie trwają analiza oraz czynności koncepcyjne. Efekty mamy poznać za dwa tygodnie.

W tym kontekście wskazane jest wiedzieć, że pojęcie "daniny solidarnościowej" to nie wydaje się być polski wynalazek. Z papieru PwC wynika, że podatek "solidarny" obowiązuje obecnie przy czterech krajach. Egzystowałoby ich pięć, ale po ubiegłym roku daninę zniosły Włochy. Jest tu jednak znacząca różnica.

Podatek kryzysowy

Jak wynika z papieru PwC, podatek solidarnościowy obowiązuje od 2011 r. w Grecji i Portugalii. W obu przypadkach jego wprowadzenie wiązało się wraz z kryzysem gospodarczym. By ocalać sytuację, rząd nałożył w społeczeństwo daninę, którą solidarnie płaci do dziś niemal każdy obywatel. Niemal którykolwiek, bo jednak wyłączenia dochodowe występują. W Grecji stawka podatkowa wynosi od dwóch, 2 proc. dla dochodów większych niż 12 tys. euro rocznie (około pięćdziesiąt tys. zł) do 10 proc. dla dochodów niepotrzebnych niż 220 tys. € (ponad 900 tys. zł).

Ci, którzy zyskują roczny dochód mniejszy niż 12 tys. euro, podatku nie płacą. Określa to, że wyłączone są osoby najmniej zarabiające (minimalna płaca w Grecji wówczas około 700 euro). Po Portugalii co prawda podatek solidarnościowy wynosi 2, 5-5 proc. dla dochodu większego niż 80 tys. euro rocznie. Ale poza tym funkcjonują tam również zwiększone stawki podatkowe wprowadzone, by walczyć spośród kryzysem (od 0, 88 do 3, 21 proc. ).

Niemcy spośród kolei podatek solidarnościowy przedłożyły w 1991 roku tuż po upadku muru berlińskiego i obowiązuje on do dziś. Wpływy miały okazać się przeznaczane na Zjednoczenie Niemiec, odbudowę gospodarki i infrastruktury i zniwelowanie różnic w rozwoju między wschodem a zachodem kraju. Cena podatkowa wynosi 5, pięć proc. i jest obliczana od kwoty podatku PIT (niezależnie od dochodów). Oznacza to, że daninę płaci każdy. Wpływy z tego tytułu przynoszą budżetowi łącznie około 13 mld euro. Były plany zniesienia tego podatku od 2018 roku, ale nie były zrealizowane.

W Polsce wprowadzenie podatku solidarnościowego proponował w 2010 r. ekonomista Grzegorz Kołodko. Pieniądze posiadały pomóc w zlikwidowania wyników powodzi, która w niniejszym czasie dotknęła Polskę, oraz stworzeniu zabezpieczeń przed takimi samymi zdarzeniami w przyszłości. Pomysł odświeżył w 2012 roku Gest Palikota, który daniną pragnął obłożyć "właścicieli największych fortun". A przypomnijmy, że wówczas w Europie, a w szczególności strefie euro panował kryzys gospodarczy.

Polska rzeczywistość

Przykłady z innych państw Europy pokazują, że podatek solidarnościowy to niejako podatek kryzysowy. Wpływy z tegoż tytułu miały iść na ratunek gospodarce, a większość uczestniczy w jego płaceniu (bo potem z porządnej kondycji gospodarczej korzysta każdy obywatel). Mowa w tym wypadku o sytuacjach w którymś sensie nieprzewidywalnych (choć jakikolwiek rząd na kryzysy przygotować się powinien). A ciężko w ten sposób ustalić los ludzi niepełnosprawnych na terytorium polski. To, że nie ma w krajowym budżecie środków, by zapewnić godne życie osobom dotkniętym przez życie, to nie jest sytuacja nadzwyczajna, lecz nieudolność ciebie polskiego. I dobitnie sprawę skwitował ekonomista Rafał Mundry.